Romantyzm faszystowski
Romantyzm faszystowski - to pojęcie wprowadzone do literatury dotyczącej faszyzmu przez Paula Séranta, dzięki noszącej taki właśnie tytuł pracy jego autorstwa (Le Romantisme fasciste. Paris 1959), na opisanie faszyzmu jako ruchu o neoromantycznej mentalności.
Mówiąc o „romantyzmie faszystowskim”, współcześni badacze wykazują, że faszyzm stanowi ruch epigoński względem ŕ romantyzmu. Nietrudno bowiem doszukać się cech upodabniających oba nurty. Romantyzm pierwszej połowy XIX wieku to ruch przeciwny kulturze ŕ oświecenia, popularnie zwanej wówczas „klasycyzmem”. Romantyzm stanowił całkowite zerwanie ze wszystkimi ustalonymi kanonami literackimi, stanowiąc prefigurację nurtu zwanego później „sztuką dla sztuki” (l’art pour l’art). Romantyczny pisarz i poeta także zrywa ze wszelkimi kanonami piękna, porządku i harmonii dotyczącymi składni czy budowy powieści. Bohater romantyczny jest jednostką zbuntowaną, wiecznie rozerwaną pomiędzy uczuciem a obowiązującymi konwenansami. Dla realizacji celów postawionych przez uczucie, podważa wszelkie tradycyjne prawidła, dogmaty religijne, władzę ojcowską, instytucje państwowe. Z natury jest przeciwko wszelkim dogmatom i regułom.
Ta kontestacja wszystkiego w imię uczucia dotyczy także sfery polityki. Większość romantycznych twórców była głęboko zaangażowana politycznie, stojąc zawsze w opozycji do istniejących stosunków. Utarło się w Polsce, zresztą błędnie, że romantycy są rewolucjonistami. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana: romantycy są przeciwko istniejącemu światu, który postrzegają jako statyczny, szary i bezbarwny; chcą go więc rewitalizować, usuwając element racjonalny na rzecz uczuć i emocji. Skoro zaś romantyzm rodzi się w Niemczech rządzonych przez stare monarchie lub monarchów z napoleońskiego nadania, to nabiera charakteru rewolucyjnego, licząc, że rewolucja nada światu nowe barwy i da mu nowy sens. Rewolucyjność romantyków wobec starego świata jest więc o tyle przypadkowa, że świat który zastali miał przedrewolucyjny, stanowy charakter. Następne pokolenie, wychowane już w epoce rewolucyjnej – która zmieniła ustrój i hierarchię społeczną, ale nie nadała światu nowych barw – będzie, w imię taj samej rewitalizacji świata, protestować przeciwko rządom rewolucyjnym, widząc w kontrrewolucji pociągającą magiczną siłę kontestacji nowych dogmatów. Romantyzm można więc uznać za nurt rewolucyjny względem status quo, który posługuje się przypadkowymi ideami politycznymi, aby pokazać swój rewolucyjny charakter. To ruch wielkiego protestu przeciwko wszelkiemu porządkowi świata, przeciwko jakiejkolwiek stabilizacji, gdyż wszelki brak ruchu i zmiany kojarzony jest ze zwycięstwem rozumu i szarości. Jest to ruch powstający po uświadomieniu sobie, że wielka zmiana, rewolucja polityczna zmieniła ludzi i wywróciła instytucje, nie odmieniając wszakże natury człowieka poprzez jego rewitalizację, ustanowienie uczucia ponad rozumem, idealizmu ponad wyrachowaniem, idei ponad dobrami materialnymi.
Romantyzm, jako nurt literacko-polityczny, zanika w drugiej połowie XIX wieku pod wpływem pozytywizmu, który zastąpił wszelkie uczucia i odczucia serca skrupulatnym badaniem o charakterze naukowym. Jedną z form pozytywistycznego scjentyzmu jest marksizm, wraz z jego roszczeniami do bycia nauką, wiedzą obiektywną. Ideologia marksistowska stała na antypodach romantyzmu, całkowicie lekceważąc odczucia na rzecz rzekomej wiedzy o naturze świata i jego przyszłości. Tym niemniej, z romantyzmem łączył ją jeden wątek: rewolucja. Mimo że miała ona całą otoczkę naukowości i jej narracja odbywała się za pomocą pseudoscjentystcznego wokabularza, to sama idea rewolucji totalnej przeciwko całemu światu, wszystkim instytucjom i normom w imię zregenerowanego człowieka i społeczeństwa była na wskroś romantyczna. Nie należy zaniku romantyzmu w II połowie XIX wieku traktować wyłącznie jako efektu przemiany światopoglądowej. Mentalność ta uległa mutacji, przejęła paranaukowy język i odrodziła się w ideologii rewolucji marksistowskiej, którą pojmowano jako odrodzenie i rewitalizację świata, a także odtworzenie od nowa natury ludzkiej.
Wraz z rozpadem pozytywizmu pod koniec XIX wieku, wyłania się nowe pokolenie działaczy i myślicieli wyraźnie nawiązujące do romantyzmu – wymieńmy tu tylko Henri’ego Bergsona (1859-1941) i Friedricha Nietzsche’go (1844-1900). Na niwie politycznej romantyzm odtwarza francuski myśliciel polityczny Georges Sorel (1847-1922), uważający się za marksistę, i to jedynego prawdziwego interpretatora przesłania autora Kapitału. Nie przypadkowo używamy tu określenia „przesłanie” a nie doktryna. Ta ostatnia, zdaniem Sorela, nie jest w marksizmie szczególnie istotna. Ważne jest owo przesłanie do bezpardonowej walki proletariatu z burżuazją. Klasyczne dla marksistowskiego dogmatyzmu kwestie – tak szczegółowo omawiane, definiowane i powodujące setki sporów o interpretacje w szeregach komunistów, trockistów, socjaldemokratów i innych grupach z marksizmu wychodzących - Sorela nie interesowały. Problemy odczłowieczenia, dialektyki historycznej, materializmu nie budziły zainteresowania romantycznego serca francuskiego syndykalisty. To, co w marksizmie było interesujące, to apokaliptyczna wizja konfrontacji klasy robotniczej z burżuazją, gdy klasa stanie na barykadach przeciwko klasie – twarzą w twarz. Sorela interesowała przemoc w polityce. Uwodziła go wizja konfrontacji klasowej, a nie szczegóły dogmatyczne marksizmu. Sorel był romantykiem, a nie logikiem i dialektykiem. Fascyznował go bunt wobec wszystkich i wszystkiego. W istocie, doktryna Sorela skierowana jest przeciwko wszelkiej racjonalistycznej filozofii: tak liberalizmu, demokracji, jak i socjaldemokracji; tak przeciw komunistycznej ortodoksji, jak i przeciw rewizjonizmowi, które, śladem racjonalistycznej kultury, „dążą do zatopienia doktryn w odmętach komentarzy” (G. Sorel: Réflexions sur la violence. Paris 1900). Powołując się na Bergsona i Nietzsche,go, Sorel odrzucał racjonalistyczną, nowożytną kulturę, metody analityczne, polityczne teoretyzowanie, na rzecz ŕ mitu politycznego w postaci strajku generalnego, który obali świat demokratyczno-mieszczański. Odrzucał także społeczny reformizm socjaldemokracji na rzecz czystego, irracjonalistycznego i romantycznego porywu przeciwko zastanemu światu. W doktrynie syndykalizmu, socjaldemokracja szybko stanie się wypaczeniem idei proletariackiej, gdyż uznana zostanie za formację zaprzedaną burżuazji i nie walczącą o ideały robotnicze, lecz o stanowiska i profity dla oligarchiczno-biurokratycznej czołówki partyjnej. Program pozytywny Sorela jest trudny do opisania i można wątpić czy taki w ogóle istniał. Istotą sorelianizmu jest bowiem romantyczny bunt przeciwko światu, stworzenie heroicznej koncepcji życia, aby, śladem Nietzsche’go, stanąć „ponad dobrem i złem” oraz „przewartościować wszystkie wartości” w wielkim akcie zburzenia całego świata, wraz z jego szarością, egoizmem i materializmem. W jego pracach mamy opisane metody walki rewolucyjnej, wizję eschatologicznej konfrontacji klas. O społeczeństwie przyszłości nie wiele tu znajdziemy. Pisarza interesuje rewolucja jako czyn, a nie przyszły świat. Soreliański bunt ma na celu zmiecenie kultury i świata mieszczańskiego odpowiedzialnych za dekadencję Francji. Mit proletariatu i jego strajku jest wtórny, jest jedynie narzędziem dla unicestwienia demoliberalnej nierzeczywistości. Sorelowi nie chodziło o zaprowadzenie władztwa klasy robotniczej, lecz o zniszczenie świata mieszczańskiego. Proletariat jest tu taranem, który świat ten zniszczy. Przemoc jest tu postrzegana jako antidotum na mieszczańsko-oświeceniowy racjonalizm, to odbudowa świata tradycyjnego, opartego o aracjonalne mity religijne, zastąpione dziś, w epoce laicyzacji, przez polityczne. Sorel nie był nacjonalistą, a w latach I wojny światowej nawet sympatyzował z Niemcami. Nacjonalizmem sorelianizm wzbogacony zostanie przez uczniów mistrza (G. Valois, E. Berth, R. Michels, B. Mussolini), a także przez tych nacjonalistów, którzy sięgnęli po Refleksje o przemocy. Marksizm Sorela zostanie tu odczytany nie tyle jako program rewolucji proletariackiej, lecz jako arsenał argumentów przeciwko liberalnej i mieszczańskiej demokracji. Musimy pamiętać, że nacjonaliści tego okresu często Marksa czytywali, odnajdując tu genialną socjologiczną krytykę liberalizmu i kapitalizmu. Początek wieku XX pokazał, że siła rewolucyjna zachodnioeuropejskiego proletariatu wyraźnie przygasła. To wtedy pojawia się wizja odświeżenia mitu antymieszczańskiego przez wielką wojną. We Włoszech myśl taka zakiełkuje pośród syndykalistów podczas wojny w Libii (1912), czego rozwinięciem będzie wczesna forma proletariackiego nacjonalizmu (tzw. „imperializm proletariacki”). We Francji podobne idee znajdziemy u przywódcy syndykalistycznego Edouarda Bertha (1875-1939). Tylko wojna jest zdolna wykrzesać spod racjonalistycznej kultury siły podświadomości i nadać ludzkiej egzystencji wyższy i heroiczny charakter. W roku 1912 Berth liczy, że wojna ukazałaby całą nicość świata mieszczańskiego zbrojnego w wyciągi z kont bankowych. Świat ten runąłby pod uderzeniem żelaza. Świat mieszczański może zostać zmiażdżony jedynie wspólnymi siłami syndykalistów i nacjonalistów, siłą mitu nacjonalistyczno-rewolucyjnego. Wielka wojna l. 1914-1918 wskazała, że wyrasta nowa siła antymieszczańska: nacjonalizm pokolenia, które cztery długie lata spędziło w okopach i wyleczyło się tam wiary w oświeceniową, optymistyczną wizję świata. „Skoro proletariat – pisze francuski badacz nacjonalizmu – podupada, zostanie zastąpiony przez naród w którym wszystkie klasy zostaną zjednoczone poprzez jednaką kulturę i cywilizację, stając się motorem walki z mieszczańską dekadencją (...) Oto dlaczego tylu ludzi lewicy szybko stanie się narodowymi populistami. Kiedy dojdą do wniosku, że klasa robotnicza definitywnie przegrała bitwę klasową, nie pogodzą się z jej uburżuazyjnieniem. Pozostaną zarazem socjalistami i rewolucjonistami aż do chwili gdy proletariat przestanie walczyć ostatecznie. Stanąwszy między dążeniami proletariatu a rewolucją, wybiorą rewolucję narodową. Tak powstanie synteza między rewitalizującym socjalizmem a ruchami narodowymi. Obydwa są przeciwko zachowawczemu światu burżuazji, którym pogardzają i przeciwko nierównościom społecznym” (J.-P. Blanchard: Aux sources du national-populisme. Paris 1998). W okopach I wojny soreliański mit proletariatu i jego strajku przeistoczy się w kolejny mit antymieszczański: nacjonalizmu i antyliberalnej rewolucji narodowej o lewicowym programie społecznym. Wojna, dokonując militaryzacji życia społecznego i ekonomicznego, zastępując system parlamentarny i jego metody dyskusyjnego ustalania prawdy skutecznymi rządami jednostki, utoruje drogę nacjonalistyczno-lewicowej koncepcji państwa totalnego. W ten sposób, wychodząca od Sorela, formacja narodowo-populistyczna wzbogaci się o element totalizmu i stanie się faszyzmem.
Dopełnienia soreliańskiej drogi do nacjonalizmu dokonał młody marksista Benito Mussolini, który jeszcze w 1912 roku neguje nie tylko wszelkie formy nacjonalizmu, lecz i patriotyzmu, głosząc dychotomiczny podział świata na wyzyskujących i wyzyskiwanych. Jest to jednak marksizm soreliański, impregnowany filozofią życia, w sumie obcy refleksji ekonomicznej. Doktryna Mussoliniego łączy wątek klasowy Marksa z fascynacją siłą i przemocą Sorela. Prowadzi to młodego socjalistę do konstatacji, że tradycyjny marksizm uległ degrengoladzie i wymaga odświeżenia, rewizji i porzucenia tych elementów, które nie przystają do rzeczywistości początku XX wieku. Dzieła tego ma dokonać nieliczna elita proletariacka, która winna przekształcić socjalizm ze sztywnej teoretycznej doktryny dla intelektualistów, w żywy mit, który może porwać masy; ostatni wielki mit polityczny zdolny przełamać szarzyznę świata demokratycznego. Miejscem na wywalczenie socjalizmu nie jest jednak parlament lecz ulica; sposobem nie jest gadulstwo i głosowania, lecz akcja bezpośrednia. Wkrótce podmiotem historycznym przestanie być proletariat i zastąpi go naród. W czasie I wojny światowej naród będzie reprezentowany przez frontowych kombatantów. Syndykalizm przekształca się w nacjonalizm. Wojna zostaje tu uszlachetniona jako wyraz potęgi i heroizmu robotników-patriotów. Politycznym patronem Mussoliniego, po Marksie, staje się nacjonalistyczny rewolucjonista G. Mazzini.
Faszyzm okazuje się tedy spuścizną po romantycznych rewolucjonistach XIX wieku. Często i wiele pisano o bezprogramowości faszyzmu, szczególnie widocznej w zestawieniu z aktywizmem jego zwolenników, którzy walczyli przeciwko wszystkim i wszystkiemu w imię nie wiadomo czego. Program pozytywny jest drugorzędny: „nie można oddalać akcji rewolucyjnej z powodu studiów nad problemem co po rewolucji” piszą młodzi faszyści francuscy, gdyż „przeciętny człowiek, anonimowy bohater idący na ulicę, nie pyta aby się bić, o detale przyszłych instytucji. Walczyć, to przede wszystkim walczyć przeciw. Namiętności goreją przeciwko adwersarzom, a nie dla idei pozytywnych” (R. Francis, T. Maulnier, J.-P. Maxence: Demain la France. Paris 1934). Wzorcem jest Mussolini, który w chwili marszu na Rzym nie wiedział czy zachowa monarchię, czy ustanowi republikę. Faszyści żyją romantycznym mitem Mussoliniego, samotnie – bez ochrony – przemierzającego Włochy szybkim sportowym samochodem i robiącego niezapowiedziane inspekcje w fabrykach, garnizonach i miasteczkach.
Tak jak swój ideowy antenat – romantyzm – faszyzm jest przede wszystkim ruchem protestu, szczególnie młodzieży, przeciwko całemu światu, poczynając od kontestacji autorytetu rodziców, idąc przez autorytety tradycyjne i polityczne, a kończąc na ideologiach i światopoglądach przeszłości. Nie ma właściwie takiej dziedziny życia, gdzie faszyzm nie byłby ruchem wywrotowym. Znajduje wielkie poparcie pośród dadaistów i awangardy literackiej. Faszyści odwołują się do nacjonalizmu i socjalizmu, tworząc z tych elementów radykalną mieszankę. Maurice Bardèche pisał: „Pojęcia prawicy i lewicy są typowe dla systemu parlamentarnego i nie można ich używać w stosunku do faszyzmu, który odrzuca mechanizmy parlamentarne. Zepsucie obydwu tych pojęć dało im znaczenie potoczne wedle ilości socjalizmu w różnych formach politycznych. Prawica miałaby być przeciwna reformom społecznym, a lewica i skrajna lewica to motory socjalizmu. W tym sensie, faszyzm to narodowy socjalizm i nie należy do prawicy ani ze swojej genezy, ani ze swego programu (...) Nie pytajcie mnie czy jestem z prawicy czy z lewicy. Jestem z prawicy przeciw lewakom – utopistom głupim a niebezpiecznym. Jestem z lewicy przeciwko zachowawczej prawicy, której egoizm i głupi technokratyzm mi się nie podobają” (M. Bardèche: Le fascisme, w: J.-P. Apparu: La droite aujourd’hui. Paris 1979). Faszystów charakteryzuje neoromantyczna mentalność, apologia witalności, aktywizmu, młodości. Rewolucja faszystowska, radykalna transformacja społeczno-gospodarcza, czasami nawet fundamentalny katolicyzm są jedynie formami wyrazu tej mentalności pokolenia zbuntowanego przeciwko wszystkim i wszystkiemu. Przemiany ustrojowe i instytucjonalne mają charakter wtórny. W istocie idzie o stworzenie nowej świadomości, nowego człowieka, nowego świata, nowego narodu. Świat winien zostać uwolniony od mentalności zysku, cnót mieszczańskich jak pracowitość, pomysłowość, oszczędność, a także od marksistowskiego materializmu i pozorów scjentyzmu. Wzorem takich cnót miało być przedliberalne Średniowiecze, idee krucjat, poszukiwań św. Graala, poświęcenia, honoru, ascezy. Faszystom chodzi o stworzenie człowieka wyzwolonego od mentalności mieszczańskiej, likwidację szarości świata. Stąd ta postawa buntu przeciwko wszystkim i wszystkiemu, tak liberałom, jak i zagrożeniu komunistycznemu. Faszyści są zainteresowani inkorporacją do swoich idei wszelkich pomysłów radykalnych (rewolucyjnych), jak transformacja polityczna, dyktatura w postaci charyzmatycznego przywódcy, unicestwienie cnót mieszczańskich, liberalnej kultury politycznej. Chodzi o danie życiu nowego sensu, znalezienie ideałów pomiędzy zmaterializowanym światem kapitalizmu i demokracji. To wszystko czyni z faszyzmu bezpośredniego epigona romantyzmu.
| Autor |
|---|
| Adam Wielomski |
Bibliografia
R. Michels: Elemente zur Entstehungsgeschichte des Italienischen Sozial-patriotismus, w: idem: Sozialismus und Faszismus. München 1925; P. Andrieu: Bergson et la théorie des mythes chez Sorel, „La Nef“, 4/1947 ; J.H. Meisel: A Premature Fascist? Sorel and Mussolini, “The Western Political Quarterly”, 1/1950; P. Sérant : Le Romantisme fasciste. Paris 1959 ; H. Barth: Masse und Mythos. Die Ideologische Krise an der Wende zum 20. Jahrhundert und die Theorie der Gewalt: Georges Sorel. Hamburg 1959; E. Nolte: Marx und Nietzsche in Sozialismus des jungen Mussolini, „Historische Zeitschrift“, 191/1960; R. Lasierra, J. Plumyène: Les fascisme français 1923-1963. Paris 1963; J.J. Roth: The roots of Italian Fascism: Sorel and Sorelismo, “Journal of Modern History”, 39/1967; P. Pastori: Bergson e Sorel, “Dialoghi”, 4-5/1968; A. Hamilton: The Appeal of Fascism. A Study of Intellectuals and Fascism 1919-1945. New York 1971 ; J.L. Loubet del Bayle: I non-conformisti degli anni trenta. Roma 1972; P.-M. Dioudonnat: Je suis partout, 1930-1944. Les maurrassiens devant la tentation fasciste. Paris 1973; R. De Felice: Mussolini il rivoluzionario, 1883-1920. Torino 1995; J.-P. Blanchard: Aux sources du national-populisme. Paris 1998; Z. Sternhell: Ni droite ni gauche. L’idéologie fasciste en France. Bruxelles 2000; N. Kessler: Histoire politique de la Jeune Droite (1929-1942). Une révolution conservatrice à la française. Paris 2001; P. Vandromme: Rebatet. Puiseaux 2002; Z. Sternhell: Nascita dell’ideologia fascista. Milano 2002; A. Wielomski: Syndykalistyczne korzenie francuskiego faszyzmu, „Studia nad Faszyzmem i Zbrodniami Hitlerowskimi”. T. XXVI (2003); idem: Narodowy radykalizm we Francji: Młoda Prawica, „Studia nad Faszyzmem i Zbrodniami Hitlerowskimi”. T. XXVII (2004).