Równość
Równość - to wieczne marzenie ludzi znajdujących się na niższych szczeblach drabiny społecznej do tego, aby zrównać się z elitami; w myśli nowożytnej to podstawowy dogmat wszystkich ideologii (egalitaryzm).
Spis treści |
Historia idei równości
Marzenie o równości towarzyszy ludzkości od samego początku jej istnienia. W mezopotamskim micie o Gilgameuszu, człowiek chciał się stać równy bogom. Podobny wątek znajdziemy w Biblii, gdzie szatan obiecuje Ewie, że po zjedzeniu owocu z zakazanego drzewa, „tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Ks. Rodz. 3, 5). Generalnie w świecie przedchrześcijańskim myśl o równości koncentruje się wokół zrównania człowieka z bogami (Bogiem), a nie pomiędzy ludźmi. Najtęższe umysły wtedy nie rozważały w ogóle kwestii czy ludzie są równi (Platon) lub uznawały nierówność za rzecz oczywistą (Arystoteles w Polityce). Myśl o tym, że ludzie mogą być równi pojawiła się jedynie u najbardziej radykalnych sofistów, a przyjęli ją po nich stoicy (min. Seneka), cynicy i cyrenajczycy. Jednak nawet wielu zwolenników równości rozumiało ją bardzo wybiórczo, gdyż poza kilkoma drugorzędnymi sofistami, wszyscy myśliciele starożytni uznawali istnienie niewolnictwa, co oznaczało ograniczenie zakresu ludzi uznanych za równych jedynie do wolnych obywateli; wykluczano z tego pojęcia także kobiety. Mówiąc o żądaniach równości w świecie greckim – co rzekomo urzeczywistniła demokracja ateńska – musimy pamiętać, że prawami obywatelskimi w demokracji tej cieszyło się zaledwie ok. 10% populacji.
Idea, iż ludzie rzeczywiście są w pewnym sensie równi pochodzi z chrześcijaństwa, gdyż nauczanie Jezusa Chrystusa jest pierwszym, które dawało szansę życia pośmiertnego wszystkim ludziom. Dotychczas idea życia takiego była słabo rozpowszechniona, a jeśli już kogoś miała dotyczyć to herosów, wodzów, a nie zwykłych ludzi. Nauczanie Chrystusa obala dwie przegrody czyniące dostęp do Raju dla ludzi zamkniętym:
- Posłanie to ma charakter uniwersalny i obietnica zbawienia nie dotyczy jednego ludu.
- Fakt przynależności stanowej lub kastowej nie ma wpływu na szanse na zbawienie.
Herezje chrześcijańskie a ideał równość
Zaznaczyć jednak trzeba, że Chrystus nauczał jedynie o równości ludzi wobec Boga. Wbrew tezom licznych heretyków, iż Chrystus głosił ziemską równość ludzi – do czego wykorzystywano min. Kazanie na górze interpretowane jako manifest polityczny, a nie kazanie o charakterze moralnym – w Jego nauczaniu znajdują się liczne przykłady wskazujące na uznawanie ziemskich hierarchii (min. przypowieść o panu i słudze lub przykazanie podległości wobec cesarza). W nauczaniu Kościoła katolickiego w średniowieczu nie znajdziemy koncepcji równości politycznej. Co więcej, idea łaski dawanej przez Boga i koniecznej do zbawienia – opracowana teologicznie przez św. Augustyna – wyraźnie wskazywała na nie poznawalną i nie zrozumianą dla człowieka nierówność ludzi względem Boga. We wczesnym średniowieczu uważano zresztą – dokonując swoistej reinterpretacji św. Augustyna – że zbawieni będą jedynie królowie (dlatego tylu jest królów-świętych do XI wieku), a także duchowieństwo (szczególnie mnisi), duże szanse mają książęta i feudałowie, mniejsze drobne rycerstwo; chłopi i mieszczanie są „predestynowani” do piekła. W wyobrażeniu tym uwidacznia się przekonanie, że hierarchia polityczna jest odbiciem hierarchii duchowej; przedłużeniem feudalnej hierarchii miałoby być następnie Niebo, gdzie wyobrażano sobie Boga jako najwyższego suzerena, któremu podlegają feudałowie w postaci aniołów, a tym dusze zbawionych członków elit ziemskich. Idea równości politycznej i prawnej – której nie ma u Chrystusa, ani w Kościele – pojawia się w myśli europejskiej za pośrednictwem licznych herezji, gdzie Zbawiciel odmalowany jest jako przywódca polityczny, walczący o równość ludzi (waldensi, anabaptyści). Dysponujemy zresztą znakomitą metodą rozpoznawania herezji głoszących równość polityczną ludzi: jest to postulat tych herezjarchów, którzy głoszą komunię pod dwiema postaciami dla wiernych, co jest wyrazem przekonania, że uprzywilejowanie kapłana przy komunii jest legitymizacją przywilejów (i hierarchii) jako takich. To właśnie w środowiskach heretyckich, szukających poparcia poza oficjalnym Kościołem, pośród ludu, rodzi się idea równości ludzi. Czasami jest ona wyrażana wprost (waldensi, anabaptyści), kiedy indziej rodzi się ona jako niezamierzony skutek podkopywania starych hierarchii na rzecz nowych (manichejczycy, katarzy, albigensi, bogomilcy), w efekcie czego, po podważeniu istniejących nierówności, nie stworzono nowych. Herezjom średniowiecznym – nawet tym, które uznają nierówność ludzi wobec Boga – często towarzyszą postulaty reform społecznych w duchu egalitarnym (husyci-taboryci) lub komunistycznym (katarzy).
Ideał równości w XVI wieku
Idea równości stanie się poważną ideą polityczną w XVI wieku. O ile w kulturze renesansu, poza utopistami (T. Morus, T. Campanella), idea równości nie była szerzej rozpowszechniona, o tyle w protestantyzmie stała się niezwykle istotną. Co prawda protestantyzm zawierał w sobie element antyrównościowy w postaci doktryny o predestynacji, jednak całościowe jego przesłanie było egalitarne: doktryna powszechnego kapłaństwa podważała wszelką hierarchię; samodzielna interpretacja Biblii podcinała autorytet kapłana-interpretatora na korzyść rozumu każdej jednostki. Szczególne znaczenie egalitarne ma tu jednak idea „ludu Bożego” jako suwerena w kościele i w państwie, typowa dla środowisk określanych mianem purytanów.
J.J. Rousseau jako propagandor równości w wieku XVIII
Od XVI wieku pojawia się ogólnoeuropejska tendencja zmiany cenzusu naturalnego jakim było urodzenie i dziedziczenie na cenzus nabyty w postaci majątku, co jest wyrazem politycznych aspiracji mieszczaństwa z plebsu i skutkiem protestanckiej teorii zamożności jako znaku predestynacji. Proces wypierania nierówności stanowych, na rzecz majątkowych, charakteryzuje świat zachodni aż do połowy XIX wieku, a zaczyna się od XIV, gdy we Włoszech, a potem we Francji, rozpoczął się proces przenoszenia się szlachty ze wsi do miast i mieszania się z bogatym mieszczaństwem. Cenzus majątkowy w istocie był egalitarny, gdyż zakładał, że każdy człowiek może się wzbogacić – słynne Enrichez-Vous F. de Guizota – czyli przegrody stanowiące, kto jest elitą, a kto plebsem mają charakter przekraczalny. Problem cenzusu majątkowego (faktycznie: podatkowego) tkwi także w znalezieniu takiej wysokości podatku, która daje pełnię praw obywatelskich. Nigdy w historii cenzusów majątkowych nie znaleziono takiego, który byłby dostatecznie mocno uzasadniony, aby go powszechnie uznano. Dlatego cenzusy zawsze okazywały się nietrwałe. Nie jest więc przypadkiem, że idei cenzusu majątkowego zawsze towarzyszyła – niczym cień – idea równości politycznej i prawnej wszystkich ludzi. Ten zlaicyzowany dogmat purytanizmu – jako opracowana teoria – pojawił się w epoce oświecenia, szczególnie we Francji, gdzie znalazł wybitnego propagatora w osobie J.J.Rousseau. W ślad za ideą równości polityczno-prawnej natychmiast pojawił się kolejny, jeszcze radykalniejszy postulat: równości majątkowej ludzi (G. Mably, J. Meslier, Morelly). W filozofii oświecenia – której przyświeca idea równości – zawarte zostają więc idee egalitarne we wszystkich znanych nam formach: mieszczańskiej (prawa polityczne zależne nie od urodzenia, lecz cenzusu majątkowego),demokratycznej (równość wobec prawa i równość praw politycznych) i socjalnej (komunistycznej).
XIX i XX wiek
Idea równości zdominuje tak refleksję polityczną, jak i samą politykę, w XIX i XX wieku. W uproszczeniu można rzec, że historia XIX stulecia to dzieje wojny pomiędzy tymi trzema koncepcjami równości, jakie były toczone na grobie społeczeństwa stanowego, które upadło w nocy z 4 na 5 VIII 1789 roku (zniesienie stanów we Francji). Z walki tej szybko została wyeliminowana koncepcja równości opartej na cenzusie, gdyż zakładała ona – nieakceptowaną powszechnie – ideę przywilejów wedle posiadanego majątku. Przez cały XIX wiek dominowała więc idea równości demokratycznej (formalnej), której wyrazem była zasada powszechnego prawa głosu, ale połączona z obroną własności prywatnej, jak i nierównego podziału tej własności pomiędzy obywatelami. Wszelkie idee urzeczywistnienia równości materialnej były tłumione (zdarzenia czerwcowe w 1848 roku w Paryżu, Komuna Paryska 1871). Mimo tych działań, idea równości socjalnej szybko się rozwijała, czego wyrazem jest powstanie masowych partii socjalistycznych pod koniec XIX wieku. Wiek XX jest już zdominowany przez socjalną koncepcję równości, która jednak występowała w dwóch odmianach:
- Socjaldemokratycznej (umiarkowanej)
- Komunistycznej (dogmatycznej)
Za realizację doktryny równości w najskrajniejszej postaci – choć będącej logicznym uwieńczeniem idei równości – możemy uznać wybuch rewolucji bolszewickiej w Rosji (1917), która przekształciła tamtejsze społeczeństwo w kolektyw ludzi autentycznie równych, choć była to równość nie w powszechnej zamożności – jak to sobie wyobrażali teoretycy komunizmu – lecz w nieprawdopodobnej nędzy. Na to egalitarne zagrożenie komunizmem, społeczeństwa zachodnie odpowiedziały bądź to reformami socjalnymi (socjaldemokracja, chadecja, liberalizm socjalny), bądź też faszyzmem, czyli formą socjalizmu w granicach narodowych, szanującym jednak jako tako własność większości obywateli. Niewydolność ekonomiczna systemu komunistycznego spowodowała jego upadek pod koniec XX wieku (1989) i zwycięstwo idei równości w wersji socjalnej. Model ten, z różnymi modyfikacjami, panuje w tej chwili we wszystkich państwach zaliczanych do tzw. Zachodu, gdzie uwaga społeczna – zwrócona na problem równości – została skupiona nie tyle na problemach absolutnej równości majątkowej, co na problemie „równouprawnienia” grup rzeczywiście lub rzekomo dotychczas dyskryminowanych: kobiet, dzieci, homoseksualistów itd. Mamy tu więc do czynienia ze swoistym apogeum równości formalnej.
Anatomia równości
Idea równości to najbardziej klasyczny przykład sprzeczności pomiędzy marzeniami człowieka a rzeczywistością. Nie ma idei z większą siłą propagowanej, a zarazem z większą mocą obalanej przez praktykę. Żądza bycia równym jest jednym z charakterystycznych odruchów znanych w historii, choć badania nad genezą zjawiska pokazują, że nasze współczesne pojęcie równości ukształtowało się na gruncie heretycko pojętego chrześcijaństwa, gdyż w epoce przedchrześcijańskiej idea równości wszystkich ludzi nie była znana, a w niektórych kulturach niechrześcijańskich (Indie) nigdy nie powstała i została importowana z kultury zachodniej.
Równość może być rozumiana dwojako:
- Jako chęć melioryzacji ludzi z niższych warstw społecznych na poziom wyższych
- Jako obniżenie elit na poziom tłumu
Wariant pierwszy – którego formułą jest cenzus majątkowy, dający szansę wszystkim na jego przekroczenie – jest ambitniejszy, wymaga pracy i wysiłku, dlatego też rzadko jest realizowany. Za to wariant drugi – dający szerokie pole do populizmu, w przytłaczającej liczbie przypadków jest doktryną równości. Niższe warstwy społeczne - powołując się na dogmat równości ludzi – żądają zrównania elit do poziomu człowieka z tłumu. Już Arystoteles opisuje jak Periander - jeden z tyranów sycylijskich – uczy mechanizmu schlebiania tłumom przez obcinanie wystających, ponad poziom przeciętny, kłosów zboża. Masy zwykle nie pragną uprawnień i przywilejów, które tradycyjnie posiadały elity społeczne; przeciwnie, pragną, aby elity tych przywilejów pozbawić. Przeciętny człowiek żądający równości zwykle nic osobiście nie ma z obalenia elit, poza satysfakcją, iż zostały one obalone i wszyscy ludzi stali się „równi”. To spostrzeżenie ma charakter uniwersalny: walka plebsu z arystokracją wcale nie doprowadziła do władzy plebsu, lecz demokratyczne elity, które z plebsu wyrosły i które realizują własne cele. Tłumom jednak wystarcza fakt obalenia elit, które nie wywodziły swojej władzy z jego nadania. Masom bolszewickim wcale nie chodzi o wzbogacenie się na unicestwieniu bogatych mieszczan i ziemian, a jedynie o pozbawienie ludzi zamożnych majątku. Cechą masy żądającej równości nie jest więc chęć podniesienia swojego poziomu, lecz obniżenia tych, którzy go wcześniej uzyskali. Idea równości jest przeto zwykle niczym innym, jak efektem zawiści i zazdrości, wyrażającym się w żądaniu destrukcji elit kulturalnych, politycznych i ekonomicznych. Sami teoretycy równości twierdzą, że za ideą demokratycznego egalitaryzmu kryje się „chęć uznania” (F. Fukuyama). Tę „chęć uznania” przez stulecia Kościół katolicki nazywał mianem „pychy”. Żądanie równości ze strony tych, którzy z natury stoją niżej jest bowiem niczym innym, jak przejawem pychy w formie buntu wobec naturalnego dla nich miejsca w społeczeństwie i żądania nie własnego wywyższenia, lecz obniżenia na poziom przeciętny tych, których natura predestynowała do funkcji kierowniczych. Stąd też Arystoteles, żądających równości majątkowej i politycznej demokratów charakteryzował jako ludzi „o niskim pochodzeniu, ubóstwie i nieokrzesaniu” (Polityka). Hasło równości to wynik pychy niższych warstw społecznych, które nie akceptują faktu, że są niekompetentne, mają mniejszą wiedzę, inteligencję i umiejętności, co z natury predestynuje je do słuchania, a nie rozkazywania. To pycha pchnęła Adama i Ewę do zjedzenia zakazanego owocu, aby zrównać się z Bogiem; pycha także pchnęła lud do obalenia monarchów i arystokracji, aby ich zrównać z tłumem; ta sama pycha jest odpowiedzialna za socjalizm, który jest niczym innym jak nieuprawnionym roszczeniem mas do zarobku bez pracy i wysiłku, kosztem tych, którzy wysiłek taki ponieśli. Postulat równości – skoro jest formą pychy – jest więc buntem przeciwko porządkowi naturalnemu (dla wierzących: Boskiego, gdyż Bóg jest stwórcą natury).
Pewnym paradoksem jest, że hasło równości pojawiło się w naszym kręgu cywilizacyjnym właśnie wtedy, gdy równość nie była więcej możliwa. Równość jest bowiem możliwa na pewnym etapie rozwoju społecznego, tzn. w społecznościach niezwykle prymitywnych, gdy nie istniał podział pracy. Co ciekawe, na etapie w miarę prymitywnym technicznie i naukowo (starożytność, średniowiecze) postulaty równości są dosyć rzadkie; pojawiają się one dopiero wtedy, gdy następuje proces społecznego różnicowania się. Czym zróżnicowanie się jest głębsze tym silniejsza jest nostalgia mas za równością. Podział pracy i komplikacja technologiczna powodują wykształcenie się ośrodków kierowniczych i mas wykonujących polecenia. Kierowanie przynosi liczne profity prestiżowe, polityczne i majątkowe. Tłum jednak nie akceptuje tych profitów i żąda równości. Ta jednak jest sprzeczna z procesem specjalizacji, gdyż masy żądają współdecydowania o zarządzaniu fabryką, równych pensji dla wszystkich w sytuacji, gdy fabryka potrzebuje nie zarządzającego nią kolektywu ludzi niekompetentnych, lecz „elitarnego” zarządu fachowców. Na niwie politycznej, żądanie równości pojawiło się właśnie wtedy, gdy polityka stała się na tyle skomplikowana, że masy nic z niej nie rozumiały. Mimo to nie zgodziły się na zarządzanie przez fachowców (tradycyjne elity), lecz zażądały dla siebie prawa do kierowania sprawami o których nie miały pojęcia. Możemy więc powiedzieć, że gdy natura rzeczy wymagała specjalizacji, a co za tym idzie, coraz to większej hierarchizacji, to w tym samym czasie upowszechniały się nastroje egalitarne, sprzeczne z nowoczesnym zarządzaniem tak firmą, jak i państwem. Żyjemy dziś w epoce, gdy postulaty równości osiągnęły krańcowe rozmiary, a mass-media zasypują nas coraz to kolejnymi postulatami równości i „równouprawnienia”, choć nowoczesna technika tzw. trzeciej fali wymaga coraz to większej specjalizacji i hierarchizacji we wszystkich dziedzinach życia ludzkiego.
Ten paradoks nie jest wcale nie wytłumaczalny: żądanie równości jest emocjonalną reakcją tłumu na proces postępu wyrażający się w hierarchizacji społecznej, a jego źródłem jest wizja egalitarnej wspólnoty cechującej cywilizację na etapie prymitywnym. Cywilizacja zachodnia stanęła więc wobec paradoksu sprzeczności pomiędzy kierunkiem swojego rozwoju – wymagającym hierarchizacji – a swoją ideologią egalitaryzmu i nic nie wskazuje na to, aby problem ten umiała rozwiązać. Nie rozwiązanie go grozi jej jednak inwolucją ekonomiczną i techniczną w razie zwycięstwa postulatów egalitarnych. Niestety, klasa polityczna, szukająca poparcia wyborczego w masach, udaje, że problemu tego nie dostrzega. Dostrzeżenie tego problemu wymagałoby bowiem zadania sobie pytania o sensowność samej demokracji, będącej przecież politycznym urzeczywistnieniem ideału równości.
| Autor |
|---|
| Adam Wielomski |
Bibliografia
- J. Talmon: The Origins of Totalitarian Democracy, London 1952
- J. Ortega y Gasset: Bunt mas. [w:] tenże: Bunt mas i pisma socjologiczne. Warszawa 1982
- E. Kostowska: Idea równości społecznej. Warszawa 1983
- Z. Zaborowski: Psychospołeczne problemy sprawiedliwości i równości. Warszawa 1986
- G. Le Bon: Psychologia tłumu. Warszawa 1986
- J. Evola, R. Guénon: Gerarchia e Democrazia. Salerno 1987
- R. Legutko: Krytyka demokracji w filozofii politycznej Platona. Kraków 1990
- E. Voegelin: Lud Boży. Kraków 1994
- A. Vauchez: Duchowość średniowiecza. Gdańsk 1996
- S. Runciman: Średniowieczny manicheizm. Gdańsk 1996
- G. Le Bon: Psychologia socjalizmu. Warszawa 1997
- J. Bartyzel: Demokracja. Radom 2002