Plutokracja
Plutokracja (od gr. plutos – bogactwo i kratos – władza) to nieformalne rządy w państwie sprawowane przez grupę najbogatszych obywateli za parawanem jakiegoś ustroju politycznego jak demokracja, monarchia lub arystokracja.
Plutokracja jest formą rządów zbliżoną do oligarchii. Różnica między obydwoma systemami tkwi w tym, że oligarchia może przybierać dwie formy: prawną (rządy sprawowane przez mniejszość posiadającą prawa polityczne wytyczone na podstawie cenzusu majątku) i pozaprawną (rządy bogatych sprawowane mimo utrzymywania się formalnie innego ustroju). W tym drugim przypadku możemy mówić właśnie o plutokracji, która jawi się nam jako forma władzy oligarchicznej nie opartej na prawie, lecz na rzeczywistych i nieformalnych wpływach politycznych.
Spis treści |
Teoria plutokracji
Teoria plutokracji rozprzestrzeniała się w XIX wieku przede wszystkim na lewicy i tu też stworzono podwaliny dla teorii elit, których władza nie była zinstytucjonalizowana. Klasyczna, a także nowożytna myśl polityczna, aż do XIX wieku właściwie nie dostrzegała problemu istnienia elit o charakterze nieformalnym. Rozważań na ten temat – na co zwracał uwagę np. Gaetano Mosca – nie prowadził np. Arystoteles w swej Polityce, uznając, że pojawienie się grupy wpływowych obywateli koniecznie prowadzi do upadku systemu demokratycznego i powstania nowego ustroju: oligarchii; oznacza to, że nie dostrzegał możliwości istnienia mechanizmu władzy, gdzie za istniejącym nominalnie ustrojem kryłyby się faktyczne rządy plutokratycznej grupy. Rozważań tego typu nie prowadzono również w średniowieczu, gdzie podział stanowy wydawał się pokrywać z majątkowym i jedyną grupą immunizowaną z hierarchii społecznej byli żydzi – wprawdzie zamożni – ale pozbawieni formalnych wpływów politycznych. Ich nieformalne wpływy na zadłużonych u nich władców każą jednak widzieć w nich prekursorów nowoczesnej plutokracji. Zagadnienia elit nie zbadała także wczesna filozofia polityczna nowożytna. Problem ten nie występował u żadnego z klasyków myśli politycznej aż do połowy XIX wieku, a jeśli występował, to jedynie marginalnie i trudno byłoby go uznać za przebadany i opisany. Wszyscy wielcy teoretycy demokracji piszący w epoce ŕ Oświecenia ignorowali tematykę istnienia elit; w swym namiętnym dążeniu do ŕ egalitaryzmu nie dostrzegali potrzeby istnienia grup kierowniczych, naiwnie wierząc, że w postulowanej demokracji zanikną wszelkie nierówności, także te, które wiążą się z nierównymi wpływami politycznymi wynikłymi z różnic majątku.
Z empirycznym faktem istnienia elit finansowych w społeczeństwie nominalnie egalitarnym pierwsi zetknęli się rewolucjoniści francuscy ok. roku 1790. Spory frakcyjne wykazały rewolucjonistom, że różne grupy ludności mają różne interesy. Prowadziło to do zawężenia kryterium posiadania praw politycznych, czyli pełnoprawnego obywatelstwa – a w myśl rewolucyjnej idei jedności między obywatelstwem a narodowością – do zawężenia pojęcia narodu tak, aby odzyskał on upragnioną jednomyślność, a przynajmniej wspólnotę interesów. W czasie ŕ rewolucji francuskiej wszystkie stronnictwa powoływały się na wolę narodu. Jednak poszczególne partie, wyrażając interesy innej grupy społecznej, inaczej definiowały obywateli – wspólnotę narodową, uznając za członków tejże wspólnoty wyłącznie swój elektorat i arbitralnie pozbawiając obywatelstwa (le civisme) bazę społeczną politycznych przeciwników. W czasie rewolucji liczba obywateli coraz to się zmieniała, a coraz to kolejne grupy były pozbawiane obywatelstwa, czyli niejako wygnane ze wspólnoty narodowej, lub też obywatelstwo to nabywały i stawały się narodem. Wcielenie w życie teoretycznego dotąd modelu egalitarnego uświadomiło rewolucjonistom istnienie wewnątrz dotychczasowego ŕ stanu trzeciego wewnętrznych sprzeczności. Spadkobiercy ŕ jakobinów (babuwiści) jako pierwsi dostrzegli, że rewolucja – nominalnie wywołana dla dobra wszystkich Francuzów – przekształciła się w panowanie grupy najzamożniejszych nad milionowymi masami, mimo pozorów demokratycznych instytucji. Ich zdaniem, rewolucja narodu przekształca się w wojnę klasową, wojnę arystokracji pieniądza z narodem: „Jedna partia – pisze G. Babeuf - chce republiki burżuazyjnej i arystokratycznej, druga, przekonana, że stworzyła republikę, chce, aby pozostała ona ludową, demokratyczną. Jedna chce republiki dla miliona, który zawsze był wrogiem, tyranem, wyzyskiwaczem, ciemiężycielem, pijawką dla pozostałych dwudziestu czterech milionów; miliona, który od wieków zażywa rozkoszy próżniactwa kosztem naszej pracy i naszego potu. Druga chce republiki dla tych właśnie dwudziestu czterech milionów (...). Jedna partia chce mieć w republice patrycjat i plebs, chce niewielkiej liczby uprzywilejowanych i panów, otoczonych zbytkiem i rozkoszami życia, oraz wielkiej masy zepchniętej do położenia helotów i niewolników” (G. Babeuf: Pisma wybrane. Warszawa 1951). U Babeufa nie znajdziemy jeszcze słowa „plutokracja”, lecz jego analiza zawiera już klasyczny opis zjawiska plutokracji.
Socjologia: XIX w.
Słowo „plutokracja” wprowadzili do nauk o polityce socjologowie z XIX wieku o poglądach skrajnie lewicowych, którzy dostrzegli sprzeczność pomiędzy oficjalną ideologią państwa liberalnego – opartą na idei demokracji i zasadzie „jeden człowiek, jeden głos” – z praktycznym wymiarem podejmowania decyzji państwowych, służących zwykle interesom wpływowych elit finansowych, a nie szerokim masom wyborców. Terminem „plutokracja” nie posługiwał się jeszcze Karol Marks, tym niemniej to on dokonał skrupulatnej naukowej analizy powstawania plutokracji w społeczeństwie liberalnym, nazywając jednak plutokrację mianem „klasy panującej” lub „klasy posiadającej środki produkcji”, która sprawuje realne panowanie polityczne, ideologiczne i ekonomiczne mimo oficjalnego funkcjonowania systemu liberalnej demokracji (ŕ demoliberalizm) opartego na ideologii egalitarnej i powszechnym prawie wyborczym. Określenie „plutokracja” – dla nazwania tego zjawiska – rozpowszechnili jednak dopiero marksiści będący uczniami autora Kapitału. Termin ten nabrał zresztą od razu specyficznego pejoratywnego skojarzenia w postaci utożsamienia plutokracji z kapitałem żydowskim, co zresztą było o tyle uzasadnione w lewicowej tradycji politycznej, iż sam Marks jednoznacznie kojarzył Żydów z kapitałem. Wizja nielicznej grupy wszechwładnych plutokratów (kapitalistów i bankierów) rządząca wszystkim i wszystkimi za kulisami demokratycznego spektaklu nieodparcie kojarzyła się z formą ŕ spiskowej teorii dziejów i skłaniała do utożsamiania Żydów z wszechpotężnymi plutokratami (klasyczne prace: A. Chirac: Les Rois de la République: histoire des juiveries. Synthèse historique et monographies. Paris 1883; G. Tridon: Du molochisme juif. Etudes critiques et philospohiques. Bruxelles 1884; A. Toussenel: Les juifs, rois de l’époque. Histoire de la féodalité financière. Paris 1886). Antyputokratyczny antysemityzm był na przełomie XIX i XX wieku traktowany jako doktryna lewicowa, kontestująca mieszczański świat mentalności zysku. Antysemityzm z antyplutokratyzmem połączył min. Jules Guérin, wydawca czasopisma o charakterystycznym tytule „Antyżyd” (L’Antijuif); to pośród socjalistów powstały pierwsze antysemickie książki, gdzie utożsamiano żydowskich kapitalistów z plutokratyczną wizją wielkiego spisku rządzącego państwami za parawanem demokratycznych wyborów; koncepcja ta była wtedy zwana mianem ŕ socjalizmu narodowego.
Włoska szkoła socjologiczna
Do postępu prac nad fenomenem plutokracji wielce przyczyniła się włoska szkoła socjologiczna zajmująca się tematyką cyrkulacji elit (V. Pareto, G. Mosca, R. Michels), której zawdzięczamy ostateczne opracowanie teorii nieformalnych i niezinstytucjonalizowanych grup rządzących. To pochodzący z nich badacze, oraz ich uczniowie, dokonali analizy tego problemu, dowodząc, że istnienie elity jest koniecznym warunkiem funkcjonowania społeczeństwa. Mimo że badacze z tej szkoły nie byli komunistami lecz liberalnymi konserwatystami (Pareto, Mosca) lub socjalistami, a następnie faszystami (Michels), to nie kryli nigdy długu wobec socjologicznych odkryć Marksa dotyczących istnienia klasy rządzącej, oczyszczając jednak teorię marksowską z jej symplifikacji (sprowadzenie wszystkiego do własności środków produkcji), a nade wszystko usuwając z niej element utopijny w postaci wiary w stworzenie społeczeństwa „bezklasowego”, gdzie nie będzie ani własności, ani – konsekwentnie – plutokracji. Włoskiej szkole socjologicznej zawdzięczamy także oderwanie socjologicznej nauki o zjawisku plutokracji od ideologii skrajnie lewicowych i potraktowanie zjawiska jako pozapolitycznego problemu badawczego.
Plutokracja w państwach demoliberalnych
Problem plutokracji stał się istotną kwestią życia politycznego w państwach, gdzie panuje demoliberalizm i gdzie życie ekonomiczne już dawno wyszło z fazy wczesnego kapitalizmu, gdzie mieliśmy do czynienia z wielością drobnych podmiotów konkurujących na rynku. Gospodarka oligopolistyczna charakteryzuje się występowanie wielkich i ponadnarodowych koncernów, których wielomilionowe budżety częstokroć dorównują dochodom budżetowym małych państw. W przypadku małych i biednych państw możemy mówić o autentycznej kolonizacji ich gospodarek i politycznej dominacji interesów koncernów nad narodową ekonomią, czego wyrazem jest środkowoamerykańskie zjawisko tzw. republik bananowych. Plutokracja nie mniejsze zagrożenie stanowi dla rządów rozwiniętych państw o ustroju demokratycznym, gdyż dotacje na fundusze wyborcze poszczególnych partii – stanowiące minimalne kwoty z punktu widzenia środków jakimi dysponują wielkie koncerny – decydują o wygranej lub przegranej poszczególnych partii i polityków. Formą korupcji życia demokratycznego jest też zatrudnianie byłych posłów i ministrów w wielkich koncernach, z nadzieją, że po kolejnych wyborach wrócą do władzy i będą realizować interesy plutokratów. Koncerny medialne właściwie decydują dziś o istnieniu lub nie, a także o wizerunku, partii i polityków w oczach wyborców. Skutkiem tego demokracja nabiera charakteru coraz bardziej iluzorycznego, gdyż wiedza wyborców o świecie czerpana jest z mediów posiadanych przez plutokratów, a życiem politycznym kierują partie i ludzie od nich uzależnieni finansowo. Po zakończeniu II wojny światowej plutokracja przekroczyła granice państwa narodowego; koncerny nabrały charakteru światowego i utraciły zakorzenienie z jakimkolwiek konkretnym państwem. Interesy globalne wymagają globalnego prawa, zniesienia ceł, ujednolicenia światowego prawodawstwa. Z tego też powodu czynniki plutokratyczne popierają procesy integracji europejskiej i światowej, ignorując wolę narodów do zachowania tradycyjnych instytucji i obyczajów.
| Autor |
|---|
| Adam Wielomski |